Straż w latach 1918 -1939


.

Fotografie archiwalne


Zarząd Straży


Edward Modzelewski, Naczelnik Straży


Józef Paliwoda, Prezes Straży


Lucjan Jackowski, Naczelnik Straży


Dom Strażacki


Wspinalnia


Szkolne koło L. M. i K. na akademii
morskiej w Domu Strażackim


W rocznicę śmierci J. Piłsudskiego
w Domu Strażackim

     Po 1918 roku w niepodległej Polsce Straż Ogniowa mogła się swobodnie rozwijać. W jej szeregi wstępowało wielu młodych ludzi.

     Dnia 24 listopada 1922 roku z inicjatywy ówczesnego naczelnika Straży Edwarda Modzelewskiego postanowiono zaproponować miejscowym organizacjom społecznym, aby wspólnymi siłami przystąpić do budowy Domu Ludowego w Gąbinie. Zebrania w tej sprawie z przedstawicielami miejscowych organizacji, skończyły się na niczym. Społeczeństwo Gąbina nie stanęło na wysokości zadania, aby poprzeć tę zdrową inicjatywę.
     Jak pisał Lucjan Jackowski: "organizacje z obawy na trudności i ciężki wysiłek przy budowie zrezygnowały z udziału." Wtenczas to, jak czytamy w "Kronice" "Dnia 29 grudnia 1922 r. na posiedzeniu Zarządu Sztabu Straży, w skład którego wchodzili druhowie: Julian Jankowski, Marcin Gloksin, Marian Rojewski, Ferdynand Sznajder, Jan Tutinas, Lucjan Jackowski, Edmund Wojdowski, Zygmunt Pokorski, uchwalono przystąpić do budowy Domu Strażackiego uwzględniając nie tylko użytkowość jego jako remizy na rekwizyty strażackie, lecz przeznaczyć go również na dom kultury i oświaty oraz wychowania fizycznego." Jak dalej czytamy w "Kronice": "chcemy, by Dom ten stał się ostoją życia społecznego w mieście i tworzył instytucję wychowawczą opartą na zdrowych zasadach obywatelskich." Wkrótce po tym zebraniu Zarząd Straży wystąpił do Magistratu o darowanie odpowiedniego placu. Decyzja Rady Miejskiej zapadła dopiero na posiedzeniu 21 kwietnia 1923 roku. Wtedy to, jak podaje protokół z sesji: "Rada Miejska jednogłośnie uchwaliła przekazać Straży Pożarnej plac w centrum miasta przy Starym Rynku o powierzchni 470 m2."
     Po sporządzeniu aktu darowizny przystąpiono do gromadzenia funduszy i materiałów budowlanych przez zbiórki ofiar oraz liczne imprezy dochodowe, jak loterie, przedstawienia i koncerty orkiestry strażackiej dawane w parku. W organizowanie przedstawień włożyli wiele pracy Jan Tutinas i Bronisław Gloksyn, a w przygotowanie koncertów: Ludwik Jackowski, Kazimierz i Józef Orłowscy.
     Trzeba stwierdzić, że społeczeństwo Gąbina i okolic zdobyło się na ofiarne czyny. Majątki: Staw, Waliszew, Koszelew i Topólno dały bezpłatnie kamienie na fundamenty, miejscowi rolnicy zaś zadeklarowali bezinteresowną zwózkę materiałów budowlanych, a strażacy kilka dniówek bezpłatnej robocizny.
     Prace przygotowawcze jednak z powodu braku funduszów posuwały się wolno. Plan budynku wraz z kosztorysem wykonało biuro budowlane "Sektor" w Płocku dopiero 22 lipca 1925 roku.
     Władze miejskie udzieliły pełnego poparcia budowie, bo oprócz znacznych dotacji pieniężnych uchwalono 20 grudnia 1924 roku ofiarować straży bezpłatnie 350 m3 drewnianego budulca w okrągłym stanie. Istniały jednak duże trudności z rozpoczęciem budowy, gdyż fundusze mimo wszystko były bardzo skromne, a pożyczki nie dało się nigdzie uzyskać. Jednak mimo niesprzyjającej sytuacji Zarząd Straży dnia 7 sierpnia 1927 roku przystąpił do budowy fundamentów. Dopiero dwa lata później udało się uzyskać fundusze. Ale oddajmy głos autorowi "Jednodniówki": "... w 1929 roku, dzięki poparciu Pana Ministra Spraw Wewnętrznych Generała Sławoja Składkowskiego, na podstawie uchwały Rady Miejskiej, Magistrat uzyskał pożyczkę długoterminową z Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych, zaciągając ją na swoje imię z przeznaczeniem na budowę Domu Strażackiego. Z pożyczki tej miasto asygnowało Straży 54.148 złotych. Z chwilą uzyskania tego zasiłku intensywnie przystąpiono do budowy. W 1930 roku dom stanął pod dachem. W latach 1931 - 1932 prace nie ustawały. Zrodzone z miłości, hartu woli i wspólnego wysiłku dzieło miało się ku końcowi. Budynek pokryto dachem. Zarząd Straży tworzyli wtedy następujący druhowie: Antoni Tuszyński - sędzia sądu w Gąbinie, Edward Modzelewski - właściciel składu aptecznego, Kazimierz Korzyński - lekarz medycyny, Lucjan Jackowski - sekretarz magistratu, Marcin Gloksin - garbarz, Jan Tutinas - organista, Marian Rojewski - piekarz, Ferdynand Sznajder - właściciel garbarni, Leonard Janczewski - burmistrz Gąbina, Zygmunt Pokorski - zdun, producent kafli, Julian Jankowski - rolnik.
     Pod rokiem 1933 autor kroniki zapisał:
"Widząc wysiłki Zarządu Straży Pan Generał Sławoj Składkowski - będący II Wiceministrem Spraw Wojskowych bardzo zainteresował się budową tego gmachu i przyznał nam bezzwrotny zasiłek w kwocie złotych 10000 złotych, za które wykonaliśmy instalację elektryczną, roboty stolarskie i urządzenie sceny. Pozwoliło to straży i miejscowemu społeczeństwu na korzystanie z gmachu, jeszcze zupełnie nie wykończonego."
     Szczególnie dotyczyło to sali widowiskowej wykorzystywanej w czasie uroczystości, państwowych przedstawień, akademii, zabaw i koncertów.
     Minister Sławoj - Felicjan Składkowski przez powyższą dotację bardzo pomógł naszej straży, co zostało w pełni docenione, o czym najlepiej może świadczyć zapis w jednodniówce:
W dowód wdzięczności za tak troskliwą opiekę (...) w dniu 19 marca 1933r. Straż pożarna uroczyście wmurowała w sali teatralnej Domu Strażackiego marmurową tablicę z napisem: "Za okazanie wszechstronnej pomocy w budowie tego gmachu Panu Ministrowi Doktorowi Generałowi Sławoj - Składkowskiemu wdzięczna Straż Pożarna Ochotnicza w Gąbinie 19.III.1933r."
     Dalej wbrew trudnościom, w oparciu o własne środki posuwały się prace wykończeniowe w latach 1933 - 1936. Brak było jeszcze około 25.000 złotych, których na miejscu nie można było zebrać. Jak zapisano w kronice "czyniliśmy usilne starania, by uzyskać kredyt, ale bezskutecznie." Udała się wtedy delegacja Zarządu Straży do ówczesnego premiera doktora Sławoja Felicjana Składkowskiego, który pomógł w uzyskaniu nowej pożyczki. Straż otrzymała dotację z Wojewódzkiego Biura Funduszu Pracy w Warszawie w kwocie 10.000 złotych.
     "To umożliwiło doprowadzić budowę niemalże do końca, gdyż otynkowaliśmy wewnątrz gmach zbudowaliśmy ogniotrwałe schody z "mozaiki", okuliśmy i pomalowaliśmy wszystkie otwory, założyliśmy instalację elektryczną. Na koniec zbudowaliśmy garaż z dołem remontowym (kanałem) dla potrzeb własnych i możliwości odnajmowania go osobom prywatnym" - zapisano w kronice.
     Cennym elementem gmachu strażackiego była sala teatralna o wymiarach 15 x 13,5 m z dużą sceną, trzy pokoje pod sceną przeznaczone na garderoby dla aktorów, dwa pokoje bufetowe, jeden pokój przeznaczony na szatnię i poczekalnię, a nad nimi kuchnia z windą do pomieszczeń bufetowych, kabina kinowa i magazyn.
     Sala teatralna niezwłocznie została wykorzystana przez aktorski amatorski zespół. Wystawiano tam między innymi takie ambitne sztuki jak "Sędziowie" Stanisława Wyspiańskiego czy "Róża" Stefana Żeromskiego. W przedstawieniach tych występowali tacy strażacy jak Lucjan Jackowski, Edmund Wojdowski i inni.
     W sali teatralnej urządzano też akademie okolicznościowe - na 3 maja i 11 listopada oraz na jubileuszowe rocznice i różne obchody, Szkoła Podstawowa i Orkiestra występowały dość często dając przedstawienia i koncerty.
     Zarząd Straży, któremu udało się wykończyć budynek składał się z następujących druhów:

  1. Józef Paliwoda - komornik - prezes straży
  2. Lucjan Jackowski - sekretarz magistratu - wiceprezes i naczelnik
  3. Antoni Wójcicki - urzędnik - skarbnik
  4. Bolesław Forembski - kierownik szkoły -sekretarz
  5. Władysław Machowski - burmistrz Gąbina
  6. Marian Rojewski - piekarz - członek zarządu
  7. Stanisław Godlewski - stolarz - członek zarządu
  8. Romuald Siedlecki - członek zarządu.

     20 kwietnia 1937 roku zmarł Edward Modzelewski, zasłużony naczelnik naszej straży, inicjator budowy domu strażackiego w Gąbinie. Trumnę z jego zwłokami wystawiono w sali widowiskowej Remizy, a w uroczystym pogrzebie z orkiestrą wzięła udział cała straż i liczne rzesze społeczeństwa Gąbina.
     Wszystkie roboty przy budowie Domu Straży zwanym popularnie "Remizą" wykonywano systemem gospodarczym. "Od roku 1924 do 1929 włącznie prowadził je Naczelnik Straży Edward Modzelewski, od roku 1930 do 1938 r. Naczelnik Lucjan Jackowski."
     I tak wspólnym wysiłkiem społeczeństwo przy pomocy władz państwowych i Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych w Warszawie, który poważną część spłaty umorzył; zdołano wznieść Dom Straży i prawie kompletnie go wykończyć do 1938 roku.
     Tyle miejsca poświęciliśmy budowie Domu Straży, gdyż było to jedno z największych przedsięwzięć, któremu może Gąbin dużo zawdzięczać, po dziś dzień.

     Wydając wszystkie zgromadzone fundusze na budowę Domu Straży i trzypiętrowej wieży do ćwiczeń, zwanej "wspinalnią", a popularnie "kuropem", organizacja nie mogła się zdobyć do 1939 roku na własny samochód strażacki. Posiadała tylko konne wozy oraz następujący sprzęt gaśniczy:

  • dwie sikawki czterokołowe duże
  • dwie dwukołowe zdejmowane mniejsze,
  • cztery beczki czterokołowe,
  • trzy beczki dwukołowe,
  • dwa hydrofory czterokołowe,
  • jedną drabinę mechaniczną na wozie,
  • jedną drabinę hakową zwyczajną,
  • jedną drabinę hakową składaną,
  • dziesięć bosaków,
  • piętnaście i pół metra węża.

     Było to dobre wyposażenie na wiek XIX i początki XX, jednak już w latach dwudziestych i trzydziestych naszego wieku, stanowiło sprzęt pod względem gaśniczym niewystarczający.

     W roku 1936 wybuchł w Gąbinie na Starym Rynku duży i groźny pożar. Zapalił się dom, w którym znajdował się skład apteczny Edwarda Modzelewskiego. Mimo szybkiej akcji gaśniczej, w którą zaangażowała się cała nasza straż, nie zdołano opanować ognia. Wielu strażaków jak Aleksander Jankowski wyróżniło się odwagą i poświęceniem, za co zostali odznaczeni specjalnym medalem. Budynek jednak spłonął doszczętnie. Przybyłe z motopompami jednostki z Gostynina i Płocka zdołały tylko zlokalizować ogień, dzięki czemu nie przeniósł się na pobliskie zabudowania. Bezsilność ręcznych sikawek wobec dużego pożaru zrodziła potrzebę posiadania własnej, motopompy. Za zgromadzone fundusze ze organizowanych imprez, jak loterie fantowe, koncerty orkiestry strażackiej, zabawy sylwestrowe, udało się zakupić w 1938 roku sikawkę motorową zwaną popularnie "motorówką". Aby zapewnić do niej w centrum miasta obfite ilości wody, wybudowano duży zbiornik koło pompy na środku Starego Rynku.

     W 1938 roku urządziła straż i przedstawiciele gąbińskiego społeczeństwa uroczyste obchody 40-Iecia straży. Na rocznicę tę wieloletni członek organizacji wiceprezes i naczelnik druh Lucjan Jackowski opracował "Jednodniówkę" z okazji 40-Iecla Stowarzyszenia Ochotniczej Straży Pożarnej w Gąbinie. Książeczkę tą bogato ilustrowaną wykonała niewielka drukarnia gąbińska Alberta Ejchelta.
     Jubileusz rozpoczął się mszą świętą w kościele. Poświęcono wtedy nowy sztandar strażacki. Z kościoła zebrani przeszli z orkiestrą na Stary Rynek, wtedy plac Bronisława Pierackiego, gdzie wysłuchano okolicznościowych przemówień, a orkiestra, odegrała Hymn Państwowy i Pierwszą Brygadę. Następnie starosta powiatowy z Gostynina Stanisław Korzeniowski dekorował zasłużonych strażaków odznaczeniami państwowymi i resortowymi. Potem wbijano "gwoździe" w drzewce sztandaru. Na zakończenie odbyła się defilada. W godzinach popołudniowych na placu przed wspinalnią straż dała pokazy sprawności, a wieczorem i w nocy odbył się bal. Obchody te stanowiły chlubne podsumowanie 40 lat istnienia Straży Pożarnej Ochotniczej w Gąbinie.

     I tak, jak w latach ubiegłych gąbińscy strażacy spieszyli ochoczo z pomocą swojemu miastu i okolicy, gdy wybuchł pożar. Zwoływała ich ręczna syrena, którą uruchamiał woźny magistratu. Przez wiele lat pełnił tę funkcję Jan Strzelecki, stojąc na galeryjce ratusza.
     Dzięki motopompie straż mogła skutecznie tłumić pożary, a przy zastosowaniu rozgałęziaczy, bronić zagrożonych przenoszącym się ogniem budynków. Nie mogła tylko szybko dojechać do dalszych pożarów nie mając samochodu jak np. Gostynin czy nawet Szczawin Kościelny.
     Zarząd zamierzał kupić samochód strażacki i taki sprowadził z Gostynina w celu wypróbowania. Pojazd ten jednak nie wytrzymał próby na trudnych drogach, gdyż był przerobiony ze starego wysłużonego "Forda". Słusznie więc zrezygnowano z jego kupna. Do bliższych pożarów pozostały więc zaprzęgi konne, a do dalszych wynajmowano prywatne ciężarówki od J. Świątka lub Kaliskiego.

     Nadszedł straszny wrzesień 1939 roku. Wielu strażaków zostało powołanych do wojska i walczyło z najeźdźcą. Niektórzy z nich polegli, inni znaleźli się w niewoli lub zagranicą. W czasie wrześniowych bombardowań Gąbina, nasza straż usiłowała bezskutecznie gasić płonące domy. Pożarów było zbyt dużo, a pociski i odłamki uniemożliwiały obronę.

Jan Borysiak

/ OSP w Gąbinie / Strona główna / \ Dalej /


Strona prywatna Jerzego Jędrzejkiewicza
maj 2001 r.
Tło muzyczne