| . Fotografie
archiwalne

Zarząd
Straży

Edward
Modzelewski, Naczelnik Straży

Józef Paliwoda, Prezes Straży

Lucjan Jackowski, Naczelnik Straży

Dom Strażacki

Wspinalnia

Szkolne koło L. M. i K. na akademii
morskiej w Domu Strażackim

W rocznicę śmierci J. Piłsudskiego
w Domu Strażackim
|
Po 1918 roku w niepodległej Polsce
Straż Ogniowa mogła się swobodnie rozwijać. W jej
szeregi wstępowało wielu młodych ludzi. Dnia 24 listopada 1922
roku z inicjatywy ówczesnego naczelnika Straży Edwarda
Modzelewskiego postanowiono zaproponować miejscowym
organizacjom społecznym, aby wspólnymi siłami przystąpić
do budowy Domu Ludowego w Gąbinie. Zebrania w tej
sprawie z przedstawicielami miejscowych organizacji, skończyły
się na niczym. Społeczeństwo Gąbina nie stanęło na
wysokości zadania, aby poprzeć tę zdrową inicjatywę.
Jak pisał Lucjan Jackowski: "organizacje
z obawy na trudności i ciężki wysiłek przy budowie
zrezygnowały z udziału." Wtenczas to, jak czytamy
w "Kronice" "Dnia 29 grudnia 1922 r. na
posiedzeniu Zarządu Sztabu Straży, w skład którego
wchodzili druhowie: Julian Jankowski, Marcin Gloksin,
Marian Rojewski, Ferdynand Sznajder, Jan Tutinas, Lucjan
Jackowski, Edmund Wojdowski, Zygmunt Pokorski, uchwalono
przystąpić do budowy Domu Strażackiego uwzględniając
nie tylko użytkowość jego jako remizy na rekwizyty
strażackie, lecz przeznaczyć go również na dom
kultury i oświaty oraz wychowania fizycznego." Jak
dalej czytamy w "Kronice": "chcemy, by Dom
ten stał się ostoją życia społecznego w mieście i
tworzył instytucję wychowawczą opartą na zdrowych
zasadach obywatelskich." Wkrótce po tym zebraniu
Zarząd Straży wystąpił do Magistratu o darowanie
odpowiedniego placu. Decyzja Rady Miejskiej zapadła
dopiero na posiedzeniu 21 kwietnia 1923 roku. Wtedy to,
jak podaje protokół z sesji: "Rada Miejska jednogłośnie
uchwaliła przekazać Straży Pożarnej plac w centrum
miasta przy Starym Rynku o powierzchni 470 m2."
Po sporządzeniu aktu darowizny przystąpiono
do gromadzenia funduszy i materiałów budowlanych przez
zbiórki ofiar oraz liczne imprezy dochodowe, jak
loterie, przedstawienia i koncerty orkiestry strażackiej
dawane w parku. W organizowanie przedstawień włożyli
wiele pracy Jan Tutinas i Bronisław Gloksyn, a w
przygotowanie koncertów: Ludwik Jackowski, Kazimierz i Józef
Orłowscy.
Trzeba stwierdzić, że społeczeństwo Gąbina
i okolic zdobyło się na ofiarne czyny. Majątki: Staw,
Waliszew, Koszelew i Topólno dały bezpłatnie kamienie
na fundamenty, miejscowi rolnicy zaś zadeklarowali
bezinteresowną zwózkę materiałów budowlanych, a strażacy
kilka dniówek bezpłatnej robocizny.
Prace przygotowawcze jednak z powodu braku
funduszów posuwały się wolno. Plan budynku wraz z
kosztorysem wykonało biuro budowlane "Sektor"
w Płocku dopiero 22 lipca 1925 roku.
Władze miejskie udzieliły pełnego poparcia
budowie, bo oprócz znacznych dotacji pieniężnych
uchwalono 20 grudnia 1924 roku ofiarować straży bezpłatnie
350 m3 drewnianego budulca w okrągłym stanie.
Istniały jednak duże trudności z rozpoczęciem budowy,
gdyż fundusze mimo wszystko były bardzo skromne, a pożyczki
nie dało się nigdzie uzyskać. Jednak mimo niesprzyjającej
sytuacji Zarząd Straży dnia 7 sierpnia 1927 roku przystąpił
do budowy fundamentów. Dopiero dwa lata później udało
się uzyskać fundusze. Ale oddajmy głos autorowi "Jednodniówki":
"... w 1929 roku, dzięki poparciu Pana Ministra
Spraw Wewnętrznych Generała Sławoja Składkowskiego,
na podstawie uchwały Rady Miejskiej, Magistrat uzyskał
pożyczkę długoterminową z Powszechnego Zakładu
Ubezpieczeń Wzajemnych, zaciągając ją na swoje imię
z przeznaczeniem na budowę Domu Strażackiego. Z pożyczki
tej miasto asygnowało Straży 54.148 złotych. Z chwilą
uzyskania tego zasiłku intensywnie przystąpiono do
budowy. W 1930 roku dom stanął pod dachem. W latach
1931 - 1932 prace nie ustawały. Zrodzone z miłości,
hartu woli i wspólnego wysiłku dzieło miało się ku
końcowi. Budynek pokryto dachem. Zarząd Straży
tworzyli wtedy następujący druhowie: Antoni Tuszyński
- sędzia sądu w Gąbinie, Edward Modzelewski - właściciel
składu aptecznego, Kazimierz Korzyński - lekarz
medycyny, Lucjan Jackowski - sekretarz magistratu, Marcin
Gloksin - garbarz, Jan Tutinas - organista, Marian
Rojewski - piekarz, Ferdynand Sznajder - właściciel
garbarni, Leonard Janczewski - burmistrz Gąbina, Zygmunt
Pokorski - zdun, producent kafli, Julian Jankowski -
rolnik.
Pod rokiem 1933 autor kroniki zapisał:
"Widząc wysiłki Zarządu Straży Pan Generał Sławoj
Składkowski - będący II Wiceministrem Spraw Wojskowych
bardzo zainteresował się budową tego gmachu i przyznał
nam bezzwrotny zasiłek w kwocie złotych 10000 złotych,
za które wykonaliśmy instalację elektryczną, roboty
stolarskie i urządzenie sceny. Pozwoliło to straży i
miejscowemu społeczeństwu na korzystanie z gmachu,
jeszcze zupełnie nie wykończonego."
Szczególnie dotyczyło to sali widowiskowej
wykorzystywanej w czasie uroczystości, państwowych
przedstawień, akademii, zabaw i koncertów.
Minister Sławoj - Felicjan Składkowski przez
powyższą dotację bardzo pomógł naszej straży, co
zostało w pełni docenione, o czym najlepiej może świadczyć
zapis w jednodniówce:
W dowód wdzięczności za tak troskliwą opiekę (...) w
dniu 19 marca 1933r. Straż pożarna uroczyście wmurowała
w sali teatralnej Domu Strażackiego marmurową tablicę
z napisem: "Za okazanie wszechstronnej pomocy w
budowie tego gmachu Panu Ministrowi Doktorowi Generałowi
Sławoj - Składkowskiemu wdzięczna Straż Pożarna
Ochotnicza w Gąbinie 19.III.1933r."
Dalej wbrew trudnościom, w oparciu o własne
środki posuwały się prace wykończeniowe w latach 1933
- 1936. Brak było jeszcze około 25.000 złotych, których
na miejscu nie można było zebrać. Jak zapisano w
kronice "czyniliśmy usilne starania, by uzyskać
kredyt, ale bezskutecznie." Udała się wtedy
delegacja Zarządu Straży do ówczesnego premiera
doktora Sławoja Felicjana Składkowskiego, który pomógł
w uzyskaniu nowej pożyczki. Straż otrzymała dotację z
Wojewódzkiego Biura Funduszu Pracy w Warszawie w kwocie
10.000 złotych.
"To umożliwiło doprowadzić budowę
niemalże do końca, gdyż otynkowaliśmy wewnątrz gmach
zbudowaliśmy ogniotrwałe schody z "mozaiki",
okuliśmy i pomalowaliśmy wszystkie otwory, założyliśmy
instalację elektryczną. Na koniec zbudowaliśmy garaż
z dołem remontowym (kanałem) dla potrzeb własnych i możliwości
odnajmowania go osobom prywatnym" - zapisano w
kronice.
Cennym elementem gmachu strażackiego była
sala teatralna o wymiarach 15 x 13,5 m z dużą sceną,
trzy pokoje pod sceną przeznaczone na garderoby dla
aktorów, dwa pokoje bufetowe, jeden pokój przeznaczony
na szatnię i poczekalnię, a nad nimi kuchnia z windą
do pomieszczeń bufetowych, kabina kinowa i magazyn.
Sala teatralna niezwłocznie została
wykorzystana przez aktorski amatorski zespół.
Wystawiano tam między innymi takie ambitne sztuki jak
"Sędziowie" Stanisława Wyspiańskiego czy
"Róża" Stefana Żeromskiego. W
przedstawieniach tych występowali tacy strażacy jak
Lucjan Jackowski, Edmund Wojdowski i inni.
W sali teatralnej urządzano też akademie
okolicznościowe - na 3 maja i 11 listopada oraz na
jubileuszowe rocznice i różne obchody, Szkoła
Podstawowa i Orkiestra występowały dość często dając
przedstawienia i koncerty.
Zarząd Straży, któremu udało się wykończyć
budynek składał się z następujących druhów:
- Józef Paliwoda -
komornik - prezes straży
- Lucjan Jackowski -
sekretarz magistratu - wiceprezes i naczelnik
- Antoni Wójcicki -
urzędnik - skarbnik
- Bolesław Forembski -
kierownik szkoły -sekretarz
- Władysław Machowski
- burmistrz Gąbina
- Marian Rojewski -
piekarz - członek zarządu
- Stanisław Godlewski
- stolarz - członek zarządu
- Romuald Siedlecki -
członek zarządu.
20 kwietnia 1937
roku zmarł Edward Modzelewski, zasłużony naczelnik
naszej straży, inicjator budowy domu strażackiego w Gąbinie.
Trumnę z jego zwłokami wystawiono w sali widowiskowej
Remizy, a w uroczystym pogrzebie z orkiestrą wzięła
udział cała straż i liczne rzesze społeczeństwa Gąbina.
Wszystkie roboty przy budowie Domu Straży
zwanym popularnie "Remizą" wykonywano systemem
gospodarczym. "Od roku 1924 do 1929 włącznie
prowadził je Naczelnik Straży Edward Modzelewski, od
roku 1930 do 1938 r. Naczelnik Lucjan Jackowski."
I tak wspólnym wysiłkiem społeczeństwo przy
pomocy władz państwowych i Powszechnego Zakładu
Ubezpieczeń Wzajemnych w Warszawie, który poważną część
spłaty umorzył; zdołano wznieść Dom Straży i prawie
kompletnie go wykończyć do 1938 roku.
Tyle miejsca poświęciliśmy budowie Domu Straży,
gdyż było to jedno z największych przedsięwzięć, któremu
może Gąbin dużo zawdzięczać, po dziś dzień.
Wydając
wszystkie zgromadzone fundusze na budowę Domu Straży i
trzypiętrowej wieży do ćwiczeń, zwanej "wspinalnią",
a popularnie "kuropem", organizacja nie mogła
się zdobyć do 1939 roku na własny samochód strażacki.
Posiadała tylko konne wozy oraz następujący sprzęt gaśniczy:
- dwie sikawki czterokołowe
duże
- dwie dwukołowe
zdejmowane mniejsze,
- cztery beczki
czterokołowe,
- trzy beczki dwukołowe,
- dwa hydrofory
czterokołowe,
- jedną drabinę
mechaniczną na wozie,
- jedną drabinę hakową
zwyczajną,
- jedną drabinę hakową
składaną,
- dziesięć bosaków,
- piętnaście i pół
metra węża.
Było to dobre
wyposażenie na wiek XIX i początki XX, jednak już w
latach dwudziestych i trzydziestych naszego wieku,
stanowiło sprzęt pod względem gaśniczym niewystarczający.
W roku 1936
wybuchł w Gąbinie na Starym Rynku duży i groźny pożar.
Zapalił się dom, w którym znajdował się skład
apteczny Edwarda Modzelewskiego. Mimo szybkiej akcji gaśniczej,
w którą zaangażowała się cała nasza straż, nie zdołano
opanować ognia. Wielu strażaków jak Aleksander
Jankowski wyróżniło się odwagą i poświęceniem, za
co zostali odznaczeni specjalnym medalem. Budynek jednak
spłonął doszczętnie. Przybyłe z motopompami
jednostki z Gostynina i Płocka zdołały tylko
zlokalizować ogień, dzięki czemu nie przeniósł się
na pobliskie zabudowania. Bezsilność ręcznych sikawek
wobec dużego pożaru zrodziła potrzebę posiadania własnej,
motopompy. Za zgromadzone fundusze ze organizowanych
imprez, jak loterie fantowe, koncerty orkiestry strażackiej,
zabawy sylwestrowe, udało się zakupić w 1938 roku
sikawkę motorową zwaną popularnie "motorówką".
Aby zapewnić do niej w centrum miasta obfite ilości
wody, wybudowano duży zbiornik koło pompy na środku
Starego Rynku.
W 1938 roku urządziła
straż i przedstawiciele gąbińskiego społeczeństwa
uroczyste obchody 40-Iecia straży. Na rocznicę tę
wieloletni członek organizacji wiceprezes i naczelnik
druh Lucjan Jackowski opracował "Jednodniówkę"
z okazji 40-Iecla Stowarzyszenia Ochotniczej Straży Pożarnej
w Gąbinie. Książeczkę tą bogato ilustrowaną wykonała
niewielka drukarnia gąbińska Alberta Ejchelta.
Jubileusz rozpoczął się mszą świętą w kościele.
Poświęcono wtedy nowy sztandar strażacki. Z kościoła
zebrani przeszli z orkiestrą na Stary Rynek, wtedy plac
Bronisława Pierackiego, gdzie wysłuchano okolicznościowych
przemówień, a orkiestra, odegrała Hymn Państwowy i
Pierwszą Brygadę. Następnie starosta powiatowy z
Gostynina Stanisław Korzeniowski dekorował zasłużonych
strażaków odznaczeniami państwowymi i resortowymi.
Potem wbijano "gwoździe" w drzewce sztandaru.
Na zakończenie odbyła się defilada. W godzinach popołudniowych
na placu przed wspinalnią straż dała pokazy sprawności,
a wieczorem i w nocy odbył się bal. Obchody te stanowiły
chlubne podsumowanie 40 lat istnienia Straży Pożarnej
Ochotniczej w Gąbinie.
I tak, jak w
latach ubiegłych gąbińscy strażacy spieszyli ochoczo
z pomocą swojemu miastu i okolicy, gdy wybuchł pożar.
Zwoływała ich ręczna syrena, którą uruchamiał woźny
magistratu. Przez wiele lat pełnił tę funkcję Jan
Strzelecki, stojąc na galeryjce ratusza.
Dzięki motopompie straż mogła skutecznie tłumić
pożary, a przy zastosowaniu rozgałęziaczy, bronić
zagrożonych przenoszącym się ogniem budynków. Nie mogła
tylko szybko dojechać do dalszych pożarów nie mając
samochodu jak np. Gostynin czy nawet Szczawin Kościelny.
Zarząd zamierzał kupić samochód strażacki
i taki sprowadził z Gostynina w celu wypróbowania.
Pojazd ten jednak nie wytrzymał próby na trudnych
drogach, gdyż był przerobiony ze starego wysłużonego
"Forda". Słusznie więc zrezygnowano z jego
kupna. Do bliższych pożarów pozostały więc zaprzęgi
konne, a do dalszych wynajmowano prywatne ciężarówki
od J. Świątka lub Kaliskiego.
Nadszedł
straszny wrzesień 1939 roku. Wielu strażaków zostało
powołanych do wojska i walczyło z najeźdźcą. Niektórzy
z nich polegli, inni znaleźli się w niewoli lub
zagranicą. W czasie wrześniowych bombardowań Gąbina,
nasza straż usiłowała bezskutecznie gasić płonące
domy. Pożarów było zbyt dużo, a pociski i odłamki
uniemożliwiały obronę.
Jan
Borysiak
|