.
Fotoreportaż z
uroczystości otwarcia Radiowego Centrum Nadawczego
w Solcu Kujawskim.
(4
września 1999 roku)

Fot 1: Przemówienie
prezydenta RP podczas otwarcia RCN.

Fot 2: Uroczyste
przecięcie wstęgi w RCN.

Fot 3: Odznaczenia
dla osób najbardziej zasłużonych dla powstania RCN.

Fot 4: Zwiedzanie
Radiowego Centrum Nadawczego.

Tak wygląda jeden z
768 modułów wzmacniacza mocy zamontowanych w
nadajnikach RCN. Prezentują go soleczczanie, którzy
znaleźli nową, dobrze płatną pracę: Jerzy Chęciński
i Dariusz Czerwiński.
|
Zamiast
kolosa - dwa maszty

Radiowe
centrum nadawcze w Solcu nie wzbudzi zazdrości Europy,
ale przynajmniej będzie
Wielki
trzask, łamanie i gruchot, według niektórych trzęsienie
ziemi - tak wyglądał upadek gigantycznego masztu w
Konstantynowie, dzięki któremu radiowa "Jedynka"
bez przeszkód mogła płynąć w świat. Stowarzyszenie
Ochrony Życia Ludzi przy Najwyższym Maszcie Europy nie
pozwoliło na odbudowę kolosa. Po latach awantur i gróźb
nowe maszty stanęły na poligonie bombowym w Solcu
Kujawskim. Od 4 września 1999 roku płynie stamtąd
sygnał I programu.
- Nie ma czego
żałować. Dla masztu miejsce w Solcu jest świetne, nie
to, co u nas - mówi Janusz Kiełbasa, jeden z liderów
Stowarzyszenia Ochrony Życia Ludzi przy Najwyższym
Maszcie Europy, które protestowało przeciwko dbudowie
masztu w Konstantynowie.
Ale niektórzy żałują. - To miało być cacko XXI
wieku. Jego konstrukcja to marzenie, wiele tęgich głów
pracowało nad jego projektem - mówi inż. Zbigniew
Zarembski z Telekomunikacji Polskiej, która była właścicielem
masztu w Konstantynowie.
Maszt w końcu stanął, ale niewielki, i to w Solcu
Kujawskim. Nikt dziś nie zaprząta sobie głowy myślami,
że w wysokości konstrukcji po wielu latach przestaniemy
wieść prym w Europie. Każdy się cieszy, że "Jedynka"
po prostu będzie.
Zawsze najwyżsi
Tradycje w budowach masztów radiowych mamy wyjątkowo
chlubne. Pierwszy gigant stanął w Raszynie, i to w
rekordowym tempie. W dziewięć miesięcy 1930 r.
zbudowano najsilniejszą radiostację w Europie i jedną
z najsilniejszych na świecie. Kolejnym światowym
rekordem była najwyżej wówczas umieszczona antena
nadawcza - na wysokości 200 metrów. Jeszcze w czasie próbnej
emisji program Polskiego Radia odbierali mieszkańcy
Europy, Algieru i Egiptu. Sygnał był często doskonały,
głównie dzięki słabemu uprzemysłowieniu oraz pustce
w eterze. Nie trwało to długo. Już po kilku latach
nadajniki trzeba było wzmocnić, ale prace nad zwiększeniem
ich siły przerwała wojna. Gdy Niemcy zbliżali się do
Warszawy, urządzenia zdemontowano i obiekt wysadzono w
powietrze. Odbudowa ruszyła po wojnie. Wsparli ją nawet
Rosjanie, przekazując w darze... przedwojenny nadajnik z
innej polskiej radiostacji. Znowu stanął najwyższy
maszt w Europie - tym razem 355 metrów. Po kilku latach
nadajnik wymieniono na silniejszy, a w latach 70. podjęto
decyzję o budowie nowej radiostacji.
Gigant uderzył
czubkiem w ziemię
Wybrano Konstantynów koło Gąbina, czyli
niemal środek Polski. Po czterech latach, w 1974 r.
maszt był gotowy. Znowu największy w Europie - 646 metrów,
dzięki czemu "Jedynka" dobrze odbierana była
przynajmniej w całej Polsce.
"Gąbiński kolos" składał się z 86
stalowych członów o trójkątnym przekroju. Stanął na
trzech dwumetrowych słupach. By trzymał się prosto, na
pięciu poziomach zamontowano po trzy stalowe liny.
Wszystko ważyło razem 420 ton. Dzięki takiej
konstrukcji w dzień "Jedynkę" bez żadnych
zakłóceń odbierali mieszkańcy 97 proc. terytorium
kraju.
Aż do 8 sierpnia 1991 r. Z powodu błędu popełnionego
podczas wymiany jednej z lin podtrzymujących maszt cała
konstrukcja runęła. Był wieczór, godz. 18 - 19.
Trzask, łomot i w kilkanaście sekund wszystko leżało
na ziemi. Niektórzy porównywali to z trzęsieniem ziemi.
Maszt załamał się i zwinął, wbijając czubek tuż koło
swojej podstawy. Cud sprawił, że nikomu nic się nie
stało. Robotnicy zdążyli zjechać windą (pół
godziny jazdy) na ziemię. Nadajniki ocalały, bo - połączone
linią - stały kilometr od masztu. Nawet "Jedynka"
nie zamilkła, bo i tak z powodu remontu masztu od kilku
tygodni emitowana była przez stare i słabsze nadajniki
z Raszyna. Kto zawinił? Specjalna komisja resortu łączności
nie miała wątpliwości - Mostostal Zabrze, który
stawiał i konserwował potem maszt. Na ławie oskarżonych
zasiadły trzy osoby: kierownik budowy, szef ds.
technicznych i szef jednego z zarządów Mostostalu, który
budował konstrukcję. Za nieumyślne spowodowanie
katastrofy sąd skazał pierwszego z nich na 2,5 roku
pozbawienia wolności, dwóch pozostałych na dwa lata.
Wszystkie wyroki w zawieszeniu.
Jacek G., szef zarządu (2 lata w zawieszeniu), nie chce
opowiadać o tamtym wypadku. - To zbyt techniczne sprawy.
W każdym razie ja uważam, że nie popełniliśmy błędu
- mówi dzisiaj. Nie wiadomo, czy i jakich odszkodowań
zażądała Telekomunikacja od Mostostalu. - To nie są
informacje dla prasy - usłyszeliśmy w TP SA.
Szkodzą czy
nie szkodzą ?
Wszyscy żałowali, że maszt upadł, ale byli
i tacy, którym to było na rękę - komercyjne stacje
radiowe właśnie wkraczały na polski rynek. - Przyroda
nie znosi pustki. Zapewne fakt, że "Jedynka"
nie dochodziła do ponad 30 proc. terytorium kraju, umożliwił
tak szybki rozwój komercyjnych rozgłośni - mówi
Krzysztof Michalski, były prezes Polskiego Radia.
Zaczęto przygotowania do odbudowy gąbińskiego masztu.
Zgodził się na to rząd w specjalnej uchwale, a Sejm
przyjął ustawę, zobowiązującą Telekomunikację
Polską do postawienia nowego kolosa. Sprawą
zainteresował się ówczesny prezydent Lech Wałęsa; rząd
Jana Olszewskiego powołał specjalny zespół, podpisano
umowy z wykonawcami. Nic to nie dało. Mieszkańcy Gąbina
i okolic rozpoczęli wielką kampanię, protestując
przeciwko takim planom. - Fale radiowe szkodzą naszemu
zdrowiu - oświadczyli.
Przez prasę przetoczyła się fala dyskusji pod hasłem:
Szkodzą czy nie szkodzą. "Demagogia
elektromagnetyczna" - pisali jedni, przypominając,
że kiedy maszt padł, nikomu nic się nie stało. Właśnie
dlatego, że surowe przepisy o ochronie środowiska
elektromagnetycznego wymusiły wytyczenie wystarczająco
dużej strefy ochronnej. "W elektromagnetycznym
smogu" - odpowiadali inni, powołując się na
niejednoznaczne wyniki światowych uczonych (w sześciu różnych
laboratoriach prowadzono badania nad wpływem pola
elektromagnetycznego na kurze embriony; w trzech
przypadkach stwierdzono, że nie ma żadnego wpływu, w
trzech zaś, że taki istnieje).
Polskie Radio podjęło próbę przekonania mieszkańców,
że nic im nie grozi. Zamówiono kosztowne badania u
specjalistów. Po dwóch latach eksperci stwierdzili: - W
stanie zdrowia ludności nie stwierdza się odchyleń, które
mogłyby mieć związek
z działaniem pola elektromagnetycznego emitowanego przez
Radiowe Centrum Nadawcze w Konstantynowie. Ale nikogo to
nie przekonało. Mieszkańcy zagrozili blokadą dróg i
strajkiem. Do sądu zaskarżyli decyzję wojewody płockiego,
który wyraził zgodę na odbudowę masztu. Postawili na
swoim. Naczelny Sąd Administracyjny przyznał im rację
(decyzja wojewody była podjęta według starego prawa
budowlanego, a NSA uznał, że powinna być zgodna z
nowymi przepisami).
Grozi nam śmierć
- Miałem tego dosyć. Postanowiłem już sam,
bez Telekomunikacji, znaleźć nową lokalizację - mówi
ówczesny prezes Polskiego Radia, Krzysztof Michalski.
Rozpoczął rajd po gabinetach ministra obrony, szefa
Sztabu Generalnego, ministra rolnictwa. Osobiście
sprawdzał kilkanaście propozycji. Do sali gimnastycznej
w Ruskim Brodzie (ówczesne woj. radomskie) na spotkanie
z mieszkańcami przywiózł m.in. popularnego
dziennikarza Tadeusza Sznuka. Powitały ich transparenty
z napisami "śmierć!".
Znaleziono wysokie hałdy kopalni Bełchatów w gminie
Kamieńsk. Wysokie położenie miało poprawić zasięg
masztu. Wstępne oceny rzeczoznawców Ministerstwa
Ochrony środowiska były korzystne - centrum nadawcze
nikomu nie zagrozi. Ale mieszkańcy okolicznych wsi nie
dali się przekonać. Zebrali kilka tysięcy podpisów
pod listem protestacyjnym, który
przygotowała miejscowa "Solidarność".
Udało się dopiero na poligonie bombowym w Solcu
Kujawskim koło Bydgoszczy.
Pomogło Radio
Maryja
Dlaczego mieszkańcy piętnastotysięcznego
miasteczka nie wpadli w panikę z powodu "elektromagnetycznego
smogu"?
Maszt z jednej strony będzie wysyłał programy radiowe
w świat, z drugiej przynosił pieniądze - mówił
prasie burmistrz miasteczka Antoni Nawrocki. Oczywiście,
nie obyło się bez protestów. Na budynku "Solidarności"
zawisł nawet transparent z napisem "Nie damy uśmiercić
Solca". Nie chciano toczyć wojny z mieszkańcami,
więc zorganizowano referendum. Przesądziło sprawę -
66,7 proc. mieszkańców była za.
By osiągnąć tak dobry wynik, Krzysztof Michalski musiał
się nieźle napracować. Do miasteczka zwoził naukowców
od fizyki i medycyny. Profesor Zbigniew Wronkowski,
onkolog, prostował plotki o zwiększonej zachorowalności
na raka z powodu promieniowania fal radiowych. Prof.
Krzysztof Dołowy, fizyk, wyjaśniał działanie nadajników.
Trzeba było przekonać nawet naukowców z Torunia, że
ich radioteleskop (urządzenie umożliwiające obserwację
nieba za pomocą fal radiowych) nadal będzie funkcjonował
bez żadnych zakłóceń. Budowę masztu wsparło nawet
Radio Maryja. Dzień przed referendum o. Tadeusz Rydzyk
zgodził się wyemitować godzinną audycję, w której
do masztu przekonywał m.in. prymas Polski kardynał Józef
Glemp. - Kto wie, czy ta audycja nie zdecydowała o
naszym sukcesie - zastanawia się Michalski.
Więcej kiosków
z piwem
Mieszkańców Solca przekonały też zapewne
zobowiązania radia, które postanowiło ofiarować
gminie 3,5 mln zł na inwestycje związane ze służbą
zdrowia oraz sportem. Przychodnię rejonową wyposażono
w sprzęt rentgenowski,
a miejscowi dostali pierwszeństwo przy zatrudnieniu w
budowie dróg dojazdowych i wykonaniu linii
energetycznych.
Radio zapewniło, że zadba o promocję miasteczka. Wkrótce
w siedzibie samorządu gminnego wyłożono księgę życzeń,
do której mieszkańcy wpisywali, gdzie powinny trafić
"radiowe" pieniądze. Niektórzy chcieli halę
sportową z basenem, inni fabrykę, by znaleźć w niej
pracę, jeszcze inni mieszkania. Byli też tacy, którzy
nic nie wpisali, ale oczekiwania mieli bardzo konkretne.
- Ja to bym chciał, aby na każdym rogu stał kiosk z
piwem i by zasiłek dla bezrobotnych był trzy razy wyższy
- wyznał jednej z gazet pewien mieszkaniec Solca.
Za 50 mln złotych rozpoczęto budowę centrum nadawczego.
W części sfinansował ją budżet państwa (10 mln zł),
a resztę opłacili słuchacze, płacąc abonament
radiowo-telewizyjny. Po prawie 14 miesiącach na 74-hektarowej
polanie w środku lasu stanęły dwa maszty 330 - i 289-metrowy.
Nadajniki francuskiej firmy Thomcast (1000 kW) mają
zapewnić pokrycie całego kraju i bliskiej zagranicy, a
nocą będą miały jeszcze większy zasięg.
Mieszkańcy z okolic Gąbina nie żałują, że pieniądze
nie trafią do ich gminy i nadal nie są przekonani do
masztu.
- Nie wszystko można za pieniądze kupić. Ani zdrowia,
ani życia się nie kupi - mówi Janusz Kiełbasa ze
Stowarzyszenia Ochrony Życia Ludzi przy Najwyższym
Maszcie Europy.
Luiza Zalewska
Zaletą fal długich jest możliwość odbioru
programu na jednej tylko częstotliwości na dużym
obszarze. Na przykład, jadąc po całym kraju nie musimy
co kilkadziesiąt kilometrów kręcić gałką w
radioodbiorniku, bo wszędzie "Jedynka" jest
obierana na częstotliwości 225 kHz. Inaczej jest ze
stacjami nadającymi na falach UKF - by były słyszane
na dużym obszarze, muszą mieć co najmniej kilka częstotliwości
i w rezultacie trudniej je odnaleźć. Długie fale mają
też jeszcze jeden plus - odbiera je praktycznie każdy
odbiornik, nawet bez anteny. Mają jednocześnie poważną
wadę - są wyłącznie monofoniczne. - I dlatego dla
melomanów nadawana w ten sposób muzyka koncertowa nie
nadaje się do słuchania - przyznaje zastępca dyrektora
I programu Robert Lidke. Problem ten rozwiąże w przyszłości
cyfryzacja. Sprzęt zamontowany w Solcu Kujawskim będzie
można zmodyfikować, co umożliwi przejście z emisji
analogowej na cyfrową. Poprawi to jakość dźwięku i
zwiększy liczbę przekazywanych informacji oraz
dodatkowych usług, podobnie jak w telewizji cyfrowej. Wówczas
"Jedynka" będzie miała i duży zasięg, i będzie
stereofoniczna. Najpierw jednak międzynarodowe
organizacje muszą ustalić częstotliwości dla tych
fal, by zapobiec bałaganowi w eterze.
Miałeś, człeku,
wielki maszt.
Spotkany
przypadkowo na ulicy gąbińskiej mężczyzna powiada. -
Kiedy jeszcze 10 lat temu ktoś mówił na Gąbin "Głąbin"
- silnie się na niego obrażałem. Po całej tej hecy z
masztem - już nie.
- Przedstawi się pan?
- Coś pan? Żeby mi oczy wydrapali?
Gmina i miasto
Solec Kujawski z nowego Centrum ma korzyści wymierne i
te prestiżowe, których na złotówki przeliczyć się
nie da. Do korzyści wymiernych należy zaliczyć:
- 27 osób pracujących
przy eksploatacji dwóch masztów nadawczych,
mechanika, zaopatrzeniowca, pracownika
gospodarczego, obsługi biura i ochrony.
- Publiczne radio objęło
patronatem solecką służbę zdrowia: zakupiło
aparaturę rendgenowską, mammograf i inne urządzenia.
Można było przenieść do lamusa starą wysłużoną
aparaturę.
- Polskie Radio zobowiązało
się ponadto do wpłacenia kwoty 3,5 miliona złotych
na rzecz rozwoju kultury, sportu i wypoczynku,
partycypowało w części budowy hali widowiskowo
- sportowej.
- Radio płaci niemały
(np. w roku 1999 ok.325 tysięcy złotych)
podatek od działki zajmowanej przez RCN.
Solec Kujawski
przestał być anonimową, nikomu w kraju nieznaną
miejscowością. W roku 2000 już po raz czwarty odbyła
się tu bardzo lubiana i popularna w Polsce impreza
"Lato z Radiem", do miasta przyjechali znani
artyści z pierwszych stron gazet. Młodzież z soleckich
i okolicznych liceów mogła uczestniczyć w warsztatach
dziennikarskich z udziałem znanych osobistości
radiowych i telewizyjnych. Tadeusz Sznuk, Roman Czejarek,
Paweł Sztompke i inni mogli zaszczepić w młodzieży
dziennikarskiego bakcyla.
Czy to mało?
A można to było
osiągnąć także w Gąbinie. Niestety, o Gąbinie nikt
dziś w Polsce już nie pamięta.
(JTJ na
podstawie art. prasowych)
|