Echo G±bina.pl - archiwum


.

.


Leszek Fortuński,
mazowiecki strażak roku 2003

.


Mazowiecki strażak roku
z synami: Marcinem i Konradem

 

Leszek Fortuński z G±bina mazowieckim strażakiem roku

     Leszek Fortuński, strażak-ochotnik z G±bina, został mazowieckim strażakiem roku 2003. We wrze¶niu uratował życie rodzinie z siedmiorgiem dzieci.
     Strażak roku na Mazowszu jest rolnikiem, ma także mał± firmę transportow±. Ochotnikiem jest już 28 lat, teraz ma stopień naczelnika. We wrze¶niu 2003 roku z żon± i s±siadem przejeżdżał przez Sanniki.
  - Ta toyota była już rozbita. Na zakręcie w okolicach banku musiała wypa¶ć z trasy, ¶cięła drzewo, potem podwójny słup wysokiego napięcia. I tak na nim wisiała, przechylona o jakie¶ 45 stopni - wspomina Fortuński. - Podbiegłem, zobaczyłem, że w ¶rodku jest dużo ludzi, małe dzieci. Spod maski toyoty zacz±ł wydobywać się dym, bałem się, że za chwilę cały samochód stanie w płomieniach. Nie było na co czekać, trzeba było wyci±gać.
     Drzwi nie chciały się otworzyć, Fortuński kopał w szybę, ale to też nic nie dało.
   - Dwójkę najmniejszych dzieci wyci±gn±łem przez szyberdach. Pomógł mi s±siad, druh Tadeusz Kurpias, także strażak-ochotnik, i dwójka nieznajomych, młodych mężczyzn - opowiada Fortuński. - We czterech podnie¶li¶my ten samochód i udało się nam wydobyć resztę pasażerów i kierowcę. W pewnym momencie my¶lałem, że te dzieci, które wyci±gn±łem, jakim¶ cudem wchodz± z powrotem do auta. A to naprawdę było ich aż siedmioro.
     Rodzina z toyoty trafiła do szpitala, kobieta i dzieci były potłuczone, miały połamane kończyny, urazy głowy. Ale do największej tragedii nie doszło.
  - Ojciec najszybciej wyszedł ze szpitala, odwiedził mnie, podziękował - opowiada strażak z G±bina. - Powiedział, że nie przeżyłby, gdyby dzieciom co¶ się stało.
    Zaraz po wypadku w Sannikach ochotnicy z G±bina mieli zawody sportowo-pożarnicze.
  - Przyjechał do nas komendant płockiej straży Hilary Januszczyk i o wszystkim opowiedzieli mu moi koledzy. Zrobiło się trochę zamieszania, "Strażak Mazowsza" zrobił nawet ze mn± wywiad, pstrykały flesze. I tak komenda wojewódzka straży mianowała mnie strażakiem wrze¶nia - mówi Fortuński. - Dostałem kurtkę strażack±, dyplom, czek od marszałka województwa Adama Struzika. A kiedy pojechałem do Warszawy z t± kurtk±, bo była trochę za mała, to dowiedziałem się, że mam szansę zostać strażakiem roku. Na wyniki trzeba było poczekać do stycznia. - I na walnym zebraniu strażaków komendant Januszczyk odczytał werdykt z Warszawy. To byłem ja! Nie mogłem uwierzyć - Fortuński prezentuje mundur z naszywkami na rękawach. "Strażak roku 2003 województwa mazowieckiego" - głosi napis. W ostatni± sobotę był w Warszawie, dostał statuetkę strażaka wynosz±cego z ognia kobietę.
  - Zawsze marzyłem, żeby uratować komu¶ życie. I spełniło się. Aż dziewięć razy - mówi mazowiecki strażak.

W G±binie wszyscy kochaj± strażaków

     Tu ochotnikiem jest się z dziada, pradziada. Leszek Fortuński został mazowieckim strażakiem roku, jego dziadek Konstanty budował w G±binie pierwsz± remizę.
   - W rodzinie tylko ja i siedmioletnia Karolina nie mamy mundurów - ¶mieje się Grażyna Fortuńska, żona mazowieckiego strażaka roku. - Ale jak tylko w G±binie powstanie drużyna strażackich żon, od razu się zapiszę.
     Ochotnicza straż pożarna w G±binie ma 106 lat. Należał do niej dziadek Leszka Fortuńskiego, Konstanty, należał ojciec Włodzimierz, który przez 20 lat grał w piłkę w klubie "Strażak", należy dwóch synów - 22-letni Konrad (marzy o zawodowstwie, planuje zdawać do jednej z trzech polskich szkół chor±żych), 20-letni Marcin, nawet 15-letnia córka Monika. Razem z Marcinem gra w strażackiej orkiestrze dętej, ona na alcie, Marcin na basie.
     Teraz OSP G±bin to ok. setki ochotników, dwa samochody ga¶nicze, samochód ratowniczy z najnowocze¶niejszym sprzętem, dwie łodzie, trzy motocykle Honda - spadek po wojsku.
   - Pensji nie dostajemy. Tylko ryczałt za wypracowane godziny, tak ok. 300, 400 zł rocznie - tłumaczy Leszek Fortuński. - Więc to nie dla pieniędzy ludzie się tak tu garn±. A dla czego? Często my¶lę, że to w ogóle wpływ tego miejsca, G±bina. Ludzie żyj± w zgodzie i chc± sobie pomagać.
     W remizie dyżuruje zawsze dwóch ochotników (dyżury opłaca gmina). - Dostaj± sygnał, wyje syrena. A wtedy to nie przesadzam, dwie, góra trzy minuty i wszyscy pędz± do samochodów - zapewnia strażak Mazowsza 2003. - Kto nie zd±ży, wsiada we własne auto i jedzie do akcji. A przecież ludzie maj± swoje normalne życie, pracę, robotę w polu...
     Fortuński wspomina najbardziej dramatyczne akcje, kiedy strażakom z G±bina udało się uratować ton±cego w jeziorze wędkarza, czy letników, którzy z dziurawego roweru wodnego zawiadomili straż przez komórkę. Albo kiedy gasili podpalane przez kogo¶ lasy w okolicach Soczewki, tam, gdzie nie mógł dojechać żaden ciężki wóz. Albo jak trzeba było toporami rozcinać łańcuchy, na których uwi±zane były zwierzęta w pal±cej się oborze. Liczył się czas, bo na krowach już tliła się sier¶ć.
     Marzenie strażaka roku: wóz terenowy z przyczepk± na łodzie. - Ten nasz star jest jeszcze dobry, ale zanim się rozbuja...

¬ródło: Gazeta.pl


Strona prywatna Jerzego Jędrzejkiewicza
luty 2004 r.