W Gąbinie pierwszy jedzie do pożaru - wszyscy garną się do straży
- grudzień 2001 -


       Ciszę mglistego, grudniowego popołudnia w Gąbinie przerywa nagle dźwięk syreny alarmowej w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej. To, co następuje w ciągu kilkudziesięciu kolejnych sekund w miasteczku przypomina zawody sportowe - wyścig samochodowy i bieg sprinterski. Strażacy docierają jak kto może do strażnicy, wyprowadzają z garażu samochody i już po około trzech minutach od chwili, kiedy rozbrzmiały pierwsze tony syreny, w kierunku Sannik odjeżdżają wozy ratownictwa technicznego.

     - Od przyjęcia zgłoszenia o zdarzeniu do wyjazdu strażaków mija z reguły około trzech minut - mówi Grzegorz Brochocki, komendant miejsko - gminny OSP w Gąbinie. - Oczywiście jadą tylko ci, którzy zdążą - śmieją się strażacy.
     Nic dziwnego, druhowie - ochotnicy, którzy chcą wyjechać do akcji muszą się spieszyć. W garażach stoją "tylko" dwa samochody gaśnicze i jeden ratownictwa drogowego, w związku z tym obsada jest ograniczona, a chętnych do wyjazdu jest sześćdziesięciu czynnych członków OSP:
     - Często jest tak, że przy dużych akcjach, kto nie załapie się na wyjazd wozem bojowym, dojeżdża swoim prywatnym samochodem.
     Wystarczy się rozejrzeć po ulicach Gąbina, żeby dostrzec związek łączący to miasto z Ochotniczą Strażą Pożarną, lub OSP z miastem. Kolejność nie jest ważna. Kiedy stoimy przed garażami OSP, podjeżdżają kolejne samochody. Niezależnie od marki, wszystkie mają jedną cechę wspólną. W każdym można dostrzec kurtki z charakterystycznymi odblaskowymi napisami "STRAŻ OSP".
     Przed garaże zostają wystawione wozy bojowe strażaków. Pomiędzy nimi stają trzy motocykle Honda, na placu po drugiej stronie ulicy prezentuje się oddział konny. Konie i motocykle będą wykorzystywane przy poszukiwaniu osób zaginionych i patrolowaniu wałów przeciwpowodziowych - jak widać jednostka OSP w Gąbinie jest dość nietypowa. Konnych pododdziałów straży nie ma chyba zbyt wielu w kraju. Odział konny powstał głównie dzięki temu, ze jego członkowie już wcześniej byli strażakami. Postanowiono wykorzystać te przyjazne zwierzęta w działaniach.
     Całości wyposażenia dopełnia jeszcze łódź motorowa: - mamy przecież akweny wodne, i Wisłę i jezioro Zdworskie - dodaje Grzegorz Brochocki.
     Jednak, jeśli chodzi o wyposażenie strażacy - ochotnicy mają swoje marzenia i liczą, że szybko się one spełnią, żeby były tylko pieniądze:
     - Za kilka dni zostaną założenie nowe wrota garażowe - uzupełnia komendant.
     Jest też miejsce na nową strażnicę, w której zmieściłoby się więcej samochodów. Gdyby było więcej pojazdów, może wyścigi po usłyszeniu syreny alarmowej nie byłby tak zażarte.
     - Kiedyś, wykonywaliśmy przed domowym garażem, razem z synem drobne prace przy naszych samochodach. Kiedy usłyszeliśmy syrenę, wbiegłem na moment do garażu, usłyszałem pisk opon i mogłem oglądać tył samochodu syna, który nawet na mnie nie zaczekał - takie sytuacje są wśród gąbińskich strażaków normalne. Po prostu kto pierwszy ten jedzie na akcję, kto się spóźnia albo korzysta z własnych środków transportu, albo słucha opowieści kolegów, którzy zdążyli.
     Tylko czy więcej samochodów zmieni taką sytuację? Raczej nie, przecież nie do każdego zdarzenia wyjeżdża kilka wozów.
     - Przydałby się zestaw do ratownictwa przedmedycznego z deską do przenoszenia osób poszkodowanych. To, co mamy w tej chwili, nazywamy "apteczką na obozy". Można przy pomocy takiego zestawu zrobić najprostsze opatrunki, a przecież kursy ratownictwa przedmedycznego przechodzimy razem ze strażakami z PSP - marzą strażacy ochotnicy. Jak widać uzupełniania sprzętu są niezbędne, tym bardziej, że OSP Gąbin wchodzi w skład Krajowego Systemu Ratowniczo - Gaśniczego, czyli działa nie tylko w gminie, ale równie dobrze może być zadysponowana do wyjazdu na terenie powiatu płockiego jak również całego kraju. Warto dodać, że w Gąbinie jest dwóch kierowców mechaników, z których jeden cały czas jest w strażnicy.

     Miedzy innymi strażacy z Gąbina gasili płocki Tayger, brali też udział w gaszeniu pożaru w lasach w okolicach Kuźni Raciborskiej, pomagali ludziom w czasie powodzi.

Strażakiem być

     Imponująca jest liczba członków Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej. 42 młodych ludzi w wieku od 12 do 18 lat, jest doskonałym zapleczem nie tylko dla OSP, być może część z nich w przyszłości rozpocznie pracę w jednostkach PSP
      - Czy zachęcamy młodzież do wstępowania do drużyny? Nie, sami się do nas garną, po prostu strażak to jest zawód wyjątkowy. To już tradycja - druhowie nie widza nic szczególnego w tak dużym zainteresowaniu młodzieży.
     Jednak jak udało nam się dowiedzieć, nie zawsze tak było. Zaczęło się od nielicznych chętnych, którzy przez rówieśników byli przyjmowani dość dziwnie. Wszystko się zmieniło, gdy pierwsi młodzi strażacy wzięli udział w prawdziwych akcjach. Chętnych zaczęło przybywać. Coraz więcej młodych ludzi uczestniczyło w specjalistycznych kursach. Teraz trwa już pełna rywalizacja, ci którzy jeszcze nie skończyli osiemnastu lat mogą na razie się uczyć i sprawdzać swoje umiejętności w zawodach pożarniczych, starsi już mogą brać udział w prawdziwych akcjach.
     Trzeba jeszcze wspomnieć o drużynie żeńskiej, składającej się z dziesięciu pań.

Sala tradycji

     Remiza OSP łączy się z Urzędem Miasta i Gminy. Na parterze jest sala tradycji, w której można zapoznać się z sięgającą już blisko 104 lat historią gąbińskich strażaków. Zdjęcia wiszące na ścianach, dziesiątki pucharów na półkach.
     O historii OSP Gąbin można też przeczytać w wydanej w ubiegłym roku książce autorstwa Jana Borysiaka, Feliksa Jankowskiego i Zbigniewa Łukaszewskiego "Z dziejów Ochotniczej Straży Pożarnej w Gąbinie w latach 1898 - 1998". To opracowanie w nakładzie 500 egzemplarzy zostało w całości sfinansowane ze środków OSP. Można w nim znaleźć nie tylko rozdział poświecony historii Gąbina, ale także szczegóły ponad stu lat historii, począwszy od 6 sierpnia 1897 roku, kiedy to wystąpiono do władz powiatowych w Gostyninie o zgodę na utworzenie Straży Ogniowej. Władze zaborcze zwlekały jednak z decyzją przez blisko rok i dopiero 1 kwietnia 1898 roku został zatwierdzony, ośmioosobowy zarząd. Od tego momentu strażacy - ochotnicy czynnie uczestniczą w życiu lokalnej społeczności. Daje się to zauważyć na każdym kroku. Do straży należą całe rodziny, rolnicy i prywatni przedsiębiorcy, a ci mieszkańcy Gąbina, którzy do straży nie należą, są na pewno jej sympatykami. Na swoim koncie strażacy mają miedzy innymi organizacje Dni Gąbina. Kiedy podjechaliśmy przed remizę, na drzwiach wisiało wielkie zaproszenie na bal sylwestrowy. To, że strażaków widać w mieście docenia także burmistrz Krzysztof Jadczak i to nie tylko dlatego, że siedziba władz samorządowych i OSP jest praktycznie w tym samym budynku.

"Jest w orkiestrach dętych jakaś siła..."

     Zgodzi się z tym każdy, kto choć raz taką orkiestrę słyszał. Orkiestra OSP z Gąbina ma się czym pochwalić. Można ja usłyszeć nie tylko na różnego rodzaju przeglądach, ale przede wszystkim na uroczystościach w samym Gąbinie, dość często pojawia się też w Płocku. Obecnie liczy 25 osób. Staż poszczególnych muzyków jest różny, od kilku do ponad pięćdziesięciu lat. Kapelmistrzem jest Waldemar Kidziuń.
     Oprócz pewnych braków w sprzęcie, chociaż trzeba przyznać, że OSP w Gąbinie jest mimo wszystko dość dobrze wyposażona, strażacy mają tez inne problemy. Brakuje pieniędzy na badania, które musi przejść każdy strażak, biorący udział w akcjach ratowniczych. Zresztą brak środków finansowych jest bolączka nie tylko jednostek OSP, jednak strażacy muszą sobie radzić.
     Nie sposób wymienić wszystkich członków OSP w Gąbinie - łącznie blisko 150 osób. Trzeba jednak wspomnieć o kilku osobach. Wszyscy znani w Gąbinie i cieszący się sympatią. Wiadomo, strażacy.
     Prezesem jest druh Waldemar Zawadzki, naczelnikiem jest dh Leszek Fortuński, jego zastępcą dh Janusz Smoczyński. Odziałem konnym dowodzi dh Andrzej Żabka.

(jac)
Źródło: Tygodnik Płocki; 18/24 grudnia 2001