| |
Ciszę
mglistego, grudniowego popołudnia w Gąbinie przerywa
nagle dźwięk syreny alarmowej w remizie Ochotniczej
Straży Pożarnej. To, co następuje w ciągu kilkudziesięciu
kolejnych sekund w miasteczku przypomina zawody sportowe
- wyścig samochodowy i bieg sprinterski. Strażacy
docierają jak kto może do strażnicy, wyprowadzają z
garażu samochody i już po około trzech minutach od
chwili, kiedy rozbrzmiały pierwsze tony syreny, w
kierunku Sannik odjeżdżają wozy ratownictwa
technicznego. - Od przyjęcia zgłoszenia o
zdarzeniu do wyjazdu strażaków mija z reguły około
trzech minut - mówi Grzegorz Brochocki, komendant
miejsko - gminny OSP w Gąbinie. - Oczywiście jadą
tylko ci, którzy zdążą - śmieją się strażacy.
Nic dziwnego, druhowie - ochotnicy, którzy
chcą wyjechać do akcji muszą się spieszyć. W garażach
stoją "tylko" dwa samochody gaśnicze i jeden
ratownictwa drogowego, w związku z tym obsada jest
ograniczona, a chętnych do wyjazdu jest sześćdziesięciu
czynnych członków OSP:
- Często jest tak, że przy dużych akcjach,
kto nie załapie się na wyjazd wozem bojowym, dojeżdża
swoim prywatnym samochodem.
Wystarczy się rozejrzeć po ulicach Gąbina,
żeby dostrzec związek łączący to miasto z Ochotniczą
Strażą Pożarną, lub OSP z miastem. Kolejność nie
jest ważna. Kiedy stoimy przed garażami OSP, podjeżdżają
kolejne samochody. Niezależnie od marki, wszystkie mają
jedną cechę wspólną. W każdym można dostrzec kurtki
z charakterystycznymi odblaskowymi napisami "STRAŻ OSP".
Przed garaże zostają wystawione wozy bojowe
strażaków. Pomiędzy nimi stają trzy motocykle Honda,
na placu po drugiej stronie ulicy prezentuje się oddział
konny. Konie i motocykle będą wykorzystywane przy
poszukiwaniu osób zaginionych i patrolowaniu wałów
przeciwpowodziowych - jak widać jednostka OSP w Gąbinie
jest dość nietypowa. Konnych pododdziałów straży nie
ma chyba zbyt wielu w kraju. Odział konny powstał głównie
dzięki temu, ze jego członkowie już wcześniej byli
strażakami. Postanowiono wykorzystać te przyjazne
zwierzęta w działaniach.
Całości wyposażenia dopełnia jeszcze łódź
motorowa: - mamy przecież akweny wodne, i Wisłę i
jezioro Zdworskie - dodaje Grzegorz Brochocki.
Jednak, jeśli chodzi o wyposażenie strażacy
- ochotnicy mają swoje marzenia i liczą, że szybko
się one spełnią, żeby były tylko pieniądze:
- Za kilka dni zostaną założenie nowe wrota
garażowe - uzupełnia komendant.
Jest też miejsce na nową strażnicę, w której
zmieściłoby się więcej samochodów. Gdyby było więcej
pojazdów, może wyścigi po usłyszeniu syreny alarmowej
nie byłby tak zażarte.
- Kiedyś, wykonywaliśmy przed domowym garażem,
razem z synem drobne prace przy naszych samochodach.
Kiedy usłyszeliśmy syrenę, wbiegłem na moment do garażu,
usłyszałem pisk opon i mogłem oglądać tył samochodu
syna, który nawet na mnie nie zaczekał - takie
sytuacje są wśród gąbińskich strażaków normalne.
Po prostu kto pierwszy ten jedzie na akcję, kto się spóźnia
albo korzysta z własnych środków transportu, albo słucha
opowieści kolegów, którzy zdążyli.
Tylko czy więcej samochodów zmieni taką
sytuację? Raczej nie, przecież nie do każdego
zdarzenia wyjeżdża kilka wozów.
- Przydałby się zestaw do ratownictwa
przedmedycznego z deską do przenoszenia osób
poszkodowanych. To, co mamy w tej chwili, nazywamy "apteczką
na obozy". Można przy pomocy takiego zestawu zrobić
najprostsze opatrunki, a przecież kursy ratownictwa
przedmedycznego przechodzimy razem ze strażakami z PSP
- marzą strażacy ochotnicy. Jak widać uzupełniania
sprzętu są niezbędne, tym bardziej, że OSP Gąbin
wchodzi w skład Krajowego Systemu Ratowniczo - Gaśniczego,
czyli działa nie tylko w gminie, ale równie dobrze może
być zadysponowana do wyjazdu na terenie powiatu płockiego
jak również całego kraju. Warto dodać, że w Gąbinie
jest dwóch kierowców mechaników, z których jeden cały
czas jest w strażnicy.
Miedzy innymi
strażacy z Gąbina gasili płocki Tayger, brali też
udział w gaszeniu pożaru w lasach w okolicach Kuźni
Raciborskiej, pomagali ludziom w czasie powodzi.
Strażakiem być
Imponująca jest
liczba członków Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej.
42 młodych ludzi w wieku od 12 do 18 lat, jest doskonałym
zapleczem nie tylko dla OSP, być może część z nich w
przyszłości rozpocznie pracę w jednostkach PSP
- Czy zachęcamy młodzież do wstępowania do
drużyny? Nie, sami się do nas garną, po prostu strażak
to jest zawód wyjątkowy. To już tradycja - druhowie
nie widza nic szczególnego w tak dużym zainteresowaniu
młodzieży.
Jednak jak udało nam się dowiedzieć, nie
zawsze tak było. Zaczęło się od nielicznych chętnych,
którzy przez rówieśników byli przyjmowani dość
dziwnie. Wszystko się zmieniło, gdy pierwsi młodzi
strażacy wzięli udział w prawdziwych akcjach. Chętnych
zaczęło przybywać. Coraz więcej młodych ludzi
uczestniczyło w specjalistycznych kursach. Teraz trwa już
pełna rywalizacja, ci którzy jeszcze nie skończyli
osiemnastu lat mogą na razie się uczyć i sprawdzać
swoje umiejętności w zawodach pożarniczych, starsi już
mogą brać udział w prawdziwych akcjach.
Trzeba jeszcze wspomnieć o drużynie żeńskiej,
składającej się z dziesięciu pań.
Sala tradycji
Remiza OSP łączy
się z Urzędem Miasta i Gminy. Na parterze jest sala
tradycji, w której można zapoznać się z sięgającą
już blisko 104 lat historią gąbińskich strażaków.
Zdjęcia wiszące na ścianach, dziesiątki pucharów na
półkach.
O historii OSP Gąbin można też przeczytać w
wydanej w ubiegłym roku książce autorstwa Jana
Borysiaka, Feliksa Jankowskiego i Zbigniewa Łukaszewskiego
"Z dziejów Ochotniczej Straży Pożarnej w Gąbinie w
latach 1898 - 1998". To opracowanie w nakładzie 500
egzemplarzy zostało w całości sfinansowane ze środków
OSP. Można w nim znaleźć nie tylko rozdział poświecony
historii Gąbina, ale także szczegóły ponad stu lat
historii, począwszy od 6 sierpnia 1897 roku, kiedy to
wystąpiono do władz powiatowych w Gostyninie o zgodę
na utworzenie Straży Ogniowej. Władze zaborcze zwlekały
jednak z decyzją przez blisko rok i dopiero 1 kwietnia
1898 roku został zatwierdzony, ośmioosobowy zarząd. Od
tego momentu strażacy - ochotnicy czynnie uczestniczą
w życiu lokalnej społeczności. Daje się to zauważyć
na każdym kroku. Do straży należą całe rodziny,
rolnicy i prywatni przedsiębiorcy, a ci mieszkańcy Gąbina,
którzy do straży nie należą, są na pewno jej
sympatykami. Na swoim koncie strażacy mają miedzy
innymi organizacje Dni Gąbina. Kiedy podjechaliśmy
przed remizę, na drzwiach wisiało wielkie zaproszenie
na bal sylwestrowy. To, że strażaków widać w mieście
docenia także burmistrz Krzysztof Jadczak i to nie tylko
dlatego, że siedziba władz samorządowych i OSP jest
praktycznie w tym samym budynku.
"Jest w
orkiestrach dętych jakaś siła..."
Zgodzi się z
tym każdy, kto choć raz taką orkiestrę słyszał.
Orkiestra OSP z Gąbina ma się czym pochwalić. Można
ja usłyszeć nie tylko na różnego rodzaju przeglądach,
ale przede wszystkim na uroczystościach w samym Gąbinie,
dość często pojawia się też w Płocku. Obecnie liczy
25 osób. Staż poszczególnych muzyków jest różny, od
kilku do ponad pięćdziesięciu lat. Kapelmistrzem jest
Waldemar Kidziuń.
Oprócz pewnych braków w sprzęcie, chociaż
trzeba przyznać, że OSP w Gąbinie jest mimo wszystko
dość dobrze wyposażona, strażacy mają tez inne
problemy. Brakuje pieniędzy na badania, które musi
przejść każdy strażak, biorący udział w akcjach
ratowniczych. Zresztą brak środków finansowych jest
bolączka nie tylko jednostek OSP, jednak strażacy muszą
sobie radzić.
Nie sposób wymienić wszystkich członków OSP
w Gąbinie - łącznie blisko 150 osób. Trzeba jednak
wspomnieć o kilku osobach. Wszyscy znani w Gąbinie i
cieszący się sympatią. Wiadomo, strażacy.
Prezesem jest druh Waldemar Zawadzki,
naczelnikiem jest dh Leszek Fortuński, jego zastępcą
dh Janusz Smoczyński. Odziałem konnym dowodzi dh
Andrzej Żabka.
(jac)
Źródło:
Tygodnik Płocki; 18/24 grudnia 2001
|